Choć często pisane małym druczkiem to jednak etykiety są ważnym źródłem informacji o kupowanym produkcie. Często kolorowe zdjęcia prezentujące sposób podania lub hasła reklamowe mogą sugerować, że produkt należy do innej grupy albo ma jakieś specjalne właściwości, ale póki sugestie nie mają odzwierciedlenia w opisie pozostają tylko sugestiami działu marketingu.
Uważajcie na produkty, które tylko w nazwie są np. maślane, a w składzie masło mają na n-tej pozycji. Wyroby “light” mogą być uzupełnione wypełniaczami/utwardzaczami o czym przekonamy się dopiero z etykiety.
Przy zakupach warto również kierować się samym składem. Z etykiet produktów mięsnych można dowiedzieć się, ile mięsa posłużyło do ich wyprodukowania. Warto sięgać po wyroby o krótkiej liście składników – to sugeruje, że produkt nie jest aż tak bardzo przetworzony.
ja dopiero wdrazam sie w czytanie etykiet, do tej pory ufalam sklepom na slowo, ze wedliny sa zdrowe i bez konserwantow, tak jak wmawia nam krakowski kredens, a jakis czas temu poczytalam sklad i omalo nie zwrocilam snaidania, czym ja sie trulam? zrezygnowalam juz z wedlin z marketow..
Niestety nie wszyscy producenci kierują się etyką zawodową, dlatego zawsze warto upewnić się, czy nie kupujemy kota w worku. To inwestycja w nasze zdrowie.